sebastiansamulczyk.pl | Sebastian Samulczyk, Apple, Hackintosh, iPhone, Linux, bieganie, Poznań

-->
strona główna galeria bieganie gitara rss
Aug/09

30

Snow Leopard – próba pierwsza

28.08.2009 Apple wydało nową wersję swojego systemu operacyjnego – Mac OS X 10.6 Snow Leopard. Postanowiłem więc, że spróbuję swoich sił i zainstaluję go u siebie. Znalazłem ciekawe howto, zastosowałem się do instrukcji i po krótkim czasie (około 30 minut) miałem zainstalowany nowy system na specjalnie przygotowanej partycji. Dorzuciłem kilka obowiązkowych kextów, bez których nie dałoby się w ogóle systemu uruchomić i przystąpiłem do zabawy.

System wstał bez problemów i po chwili przywitało mnie okienko podstawowej konfiguracji systemu (import ustawień i plików z innego Maca, z innego dysku, itp.). Wybrałem interesującą mnie opcję i zająłem się czymś innym. Wracam do pokoju, myślę sobie, że za chwilę będę mógł się rozkoszować nowymi technologiami zaproponowanymi przez Apple, a tu dupa! KERNEL PANIC. Tryb verbose oznajmił mi, że to wina programu mdworker (od Spotlight). Wyłączyłem więc Spotlight i ponownie zbootowałem nowy system. Chwilę podziałał ale jak odpaliłem Firefoxa to znowu zobaczyłem kernel panic. Tym razem backtrace wysunął na plan pierwszy GeForce.kext, czyli sterownik do karty graficznej. Poszedłem za ciosem – pozbyłem się EFI string z odpowiedniego pliku i ponownie uruchomiłem system i Firefoxa. Na nic moje starania. Znowu kernel panic. System w normalnym trybie za nic nie chciał działać. Za to w trybie bezpiecznym śmigał żwawo i ochoczo. Z moich obserwacji wyglądało to tak, że każda aplikacja, która nie pochodziła od Apple wywalała system. Spróbowałem także zainstalować system na czysto drugi raz, tym razem bez importowania moich ustawień, programów i plików. Skutek był jednak identyczny jak wcześniej.

Co zaobserwowałem… Działa lepiej niż wersja poprzednia. System uruchomił się w wersji 64-bitowej i dało się odczuć to co zapowiadało Apple. Grand Central Dispatch robił swoje. Programy uruchamiały się wyraźnie szybciej. Sam system również uruchamiał się znacznie sprawniej i był gotowy do pracy znacznie wcześniej niż to co mam teraz. Apple musiało włożyć sporo pracy w optymalizację całego systemu, za co należą im się duże brawa. Fantastyczną sprawą jest też import ustawień z innego systemu. Po uruchomieniu nowej instalacji system różnił się niewiele od tego co już miałem. Zaimportował ustawienia programów, pliki z katalogu domowego, a nawet same programy.

Cóż mogę powiedzieć…

EPIC FAIL

Na razie Snow Leopard nie jest dla mnie. Może poradziłbym sobie z instalacją wersji retail Mac OS X 10.5 Leopard. Znam go już na tyle, że nie sądzę, żeby sprawiał mi większe problemy. Jeśli chodzi o SL to będę musiał zaczekać aż ktoś wyda jakiegoś Hackintosha. Sam widocznie jestem za cienki.

P.S.
Z całej tej zabawy została mi jedna rzecz, z której jestem zadowolony. Jest to bootloader Chameleon w wersji 2 RC2. Takiego jeszcze nie miałem. Oto on (przepraszam za kiepską jakość nagrania:-):

Komentarze

<<

>>